Oto Wszechstronna Strona
Apacza
( apacz.com )
wysłana w sieć już 10 -
01 - 2012
Napisz Do
Apacza

Żonka zaspała do pracy ... Popatrzyłem sobie i poszedłem
jajka smażyć ... swoje :)
Przecież nie będę budził gdy
tak słodko śpi ... bo niby po co ?
Ploty

no to poobrabiajmy , ten tego ,
dupę niektórym !!!
11
- 01 - 2012
- Dziś jestem buddyjskim
mnichem. Siedzę przed komputerem, odpisuję na ważne
mejle z całego dnia a moja córka mnie wnerwia (ale
jaaaak !!!) a ja staram się nie wybuchnąć. Próbuję
się skupić i słyszę :
- Tato, a czy >który< się wymienia na >O< ?
- Nie wymienia się ale się pisze przez "Ó".
Mijają dwie minuty.
- A >dwór< ?
- Tak, bo >dwory<.
- A ... -
I tak po raz dwudziesty. Oddycham głęboko i próbuję
nie wrzeszczeć. Naprawdę się staram chociaż czuję
jak we mnie narasta chęć "uczynienia opierdolu".
Po kolejnym pytaniu podchodzi córka i prosi żeby jej
kartkę wyrwać z zeszytu. Albo dwie. A w ogóle to mnie
poinformowała że lubi placki. A poza tym to :
- Wiesz tato że u mnie w klasie będziemy opisywać
swoje lektury i każdy będzie musiał odczytać czyjeś
pismo i zgadnąć tę lekturę ?
- Aha, to świetnie Haniu (wracam do pracy).
Mija minuta, może 40 sekund czyli czas odpowiedni żebym
zdążył się choć trochę skupić na tym co robię a
wtedy :
- Ja to pisma Mateusza na pewno nie odczytam.
Nie miałem siły odpowiadać więc po następnej minucie
:
- Tato, czy ty mnie słuchasz ?
Ja pierdolę, jak baba przed okresem. Ale się jakoś 3MAM
i nadal nie wrzeszczę. Nie wiem jak dalej ale póki co -
daję radę.
Teraz właśnie weszła żonka do domu i to jest dobrze -
może się chociaż w małżeństwie pożremy żebym się
rozładował bo dziecka to trochę szkoda :) Niektórzy
mogliby zasugerować sex jako rozwiązanie naładowania
emocjonalnego ale obawiam się że jeśli ja to
zaproponuję to nie ja się pokłócę z Madzią tylko
ona się pokóci ze mną, a to (wbrew pozorom) jest
różnica :)
10
- 01 - 2012
- Tak sobie pomyślałem że
skoro minęłoy dwa lata to możnaby coś napisać,
zwłaszcza że tłumy pod moimi oknami stawiają
codziennie świeczki w oczekiwaniu na spływającą z
mojej strony bezbrzeżną mądrość, z krótką przerwą
gdy przestawili znicze pod okna Jaruzelskiego w grudniu
ale potem na szczęście wrócili z powrotem :)
- A pro pos Jaruzelskiego -
a właściwie to Pana Generała Jaruzelskiego - to tak
sobie pomyślałem że gdy się popatrzy na debili,
którzy go atakują to trzebaby im zrobić koszulki z
napisem : "Generale, dlaczego nas nie wymordowałeś,
gdy miałeś okazję" albo ewentualnie : "Jestem
debilem bo nie rozumiem jak wielkim ciężarem jest
władza" itd. W moim domu nie było jakiejś
wielkiej opozycji ale też i nie było partii - ojciec
robił biznes a ja chodziłem na pochód żeby się
nawpierniczać cukierków. Tak czy owak żaden z tych
baranów, którzy robią Generałowi kipisz pod domem w
rocznicę wprowadzenia stanu wojennego nie ma bladego
pojęcia od czego On nas uchronił. Żaden idiota nie
zadał sobie trudu żeby się postawić na jego miejscu :
co ja bym zrobił będąc głównodowodzącym armii w 36-milionowym
kraju, gdzie aż się roiło od podsłuchów, agentów
KGB i GRU, teczek z materiałami przeznaczonymi do
szantażu najważniejszych ludzi w kraju itd. Jakby
pozwolono jastrzębiom z Moskwy to zrobiliby tu porządek
że proszę siadać. Generał to wszystko przeżył -
poczynając od Syberii przez II Wojnę Światową,
Powstanie Warszawskie (gdzie idioci z Mickiewiczem w
ręku wezwali do boju i na śmierć najzagorzalszych
patriotów i najpiękniejsze dzieci - chcieli uprzedzić
Rosjan przy wyzwoleniu Warszawy jakby to cokolwiek mogło
zmienić) , ZSRR Stalina, interwencje na Węgrzech i w
Czechosłowacji oraz zmiany władzy w Polsce gdzie i tak
to Moskwa decydowała kto będzie Pierwszym Sekretarzem w
Warszawie. Banda głupich, nieświadomych, nieumiejących
grać w szachy durniów. Tak sobie na to patrzę i się
czasami zastanawiam ile będzie trwało to nasze
schodzenie z drzewa - niby już logicznie myślimy, mamy
wykształcenie, uczymy się na własnych błędach a i
tak mamy dookoła sporo bezmyślnych głupków.
Czyli jest tak jak w jednym z moich zasłyszanych,
ulubionych powiedzonek :
"Historia uczy tylko jednego: że jeszcze nigdy,
nikogo, niczego kurwa nie nauczyła". I za to się z
Tobą napiję :)
- Mój status mieszkaniowy
się zmienił - przeprowadziliśmy się niedaleko szkoły
Hani. Ależ to jest teraz luxus - jak się przez dwa lata
wstaje o 6:00 i się stoi codziennie w korku w jedną
stronę a potem w takim samym trafiku z powrotem to
mieszkanie dwie minuty od szkoły staje się obiektem
marzeń. No to teraz jak królewicz kimam do 7:10 po czym
budzę córkę, która mnie regularnie zlewa i śpi do 7:15
po czym na luzie wychodzi do szkoły za pięć ósma i
jeszcze jest na czas. Jest po prostu mega-bosko a kto
mieszka koło szkoły to wie, zwłaszcza że my musimy
być co najmniej dwa razy dziennie w szkole u Hani więc
to jest prawdziwy luksusik. Ano jedni marzą o nowym BMW,
willi nad oceanem albo chudych supermodelkach bez okresu
do regularnego bzykania a mnie wystarczy mieszkanko przy
szkole - jakże różne są wymiary szcześcia :)
- Po przeprowadzce trzeba
było zrobić remont a że nie było kasy i czasu na
całe mieszkanie no to zaczęliśmy od łazienki. Jak w
podręczniku remontowym: miało być trzy tygodnie a
było trzy miesiące, budżet trzeba było przemnożyć
razy 250% no i na końcu po miesiącu używania naprawdę
zajebistej łazienki wchodzę ja sobie goły żigolo w
nocy do bathroom'u krokiem marynarza nawalonego po udanym
rejsie no i jak się pośliznąłem na kałuży wody na
kafelkach to tylko cudem uniknąłem pierdolnięcia o
ziemię z hukiem startującego wahadłowca ... No tak w
sumie to się poprawię bo może kiedyś Fantazja to
będzie czytał a on to jest taki więcej precyzyjny: no
więc to byłby huk jak startującej rakiety Saturn V
wynoszącej wahadłowiec w kierunku wyższych warstwy
atmosfery. Oczywiście chodzi o ten ostatni wahadłowiec
co to jeszcze ma ostatni raz polecieć. No w każdym
razie jebnięcie byłoby konkretne ale dałem radę i
się nie wyglebałem, za to elektrony mnie się spikły w
jednej szarej komórce i zastanowienie przyszło: skąd
na podłodze w nowiutkiej łazience woda w sporej ilości
na podłodze i to w nocy ? Odpowiedź jest oczywista i
nie wymaga większego namysłu, na pewno już odgadłeś
to Drogi Czytelniku : ano oczywiście woda pojawiła się
z SUFITU. A dokładnie to z jednej z lamp zamontowanych w
suficie zapierdala sobie woda w dół na podłogę i ma w
dupie ilość przekleństw, jakie w jej stronę
puściłem. No to powziąłem drabkę, wlazłem na nią
no i dalej wygibusy robić żeby w podwieszanym sudicie
sprawdzić "Co do kurwy nędzy się dzieje" - a
to nie jest proste gdy sufit jest nierozbieralny a do
zaglądnięcia są tylko dziury o średnicy 10 cm po
lampach sufitowych. Tak czy owak po zastosowaniu kamery
internetowej na długim kablu przymocowanym do druta oraz
laptopa, komórki oraz cyfrówki okazało się że woda
spierdala z takiej rury co to gorące powietrze
odprowadza z łazienki. Generalnie chodzi o trywialne
zjawisko: gdy gorąca para z łazienki wychodzi i
natychmiast trafia w bardzo zimną strefę to się
momentalnie skrapla i wraca jako woda z powrotem. No i
tak po miesiącu jak wróciła to o mało łba nie
rozbiłem na kafelkach. No to skoro już miałem
diagnozę to trzeba było zastosować radykalne środki :
najpierw wymieniłem przeciekającą rurę. Nadal kapie.
Wymieniłem rurę na taką osłoniętą drugą rurą,
żeby zmniejszyć różnicę temperatur. Kapie. Kupiłem
wentylator i włożyłem w tę ocieploną rurę. Kapie z
wentylatora i to tak że w czasie gdy wentylator się
kręci to jest cały mokry, w końcu przestał działać
jakby cały był w wodzie. No i oczywiście kapie jak
diabli z tym że teraz już nie z rury a z wiatraka - ja
pierdolę, cholery szło dostać. I wtedy mnie olśniło
jak doktora House'a mniej więcej za każdym razem w 3/4
odcinka serialu: wyjebałem wszystkie rury, zamknąłem
wyprowadzenie pary z łazienki, ociepliłem miejsce gdzie
kiedyś było odprowadzenie pary i jest spokój - nic nie
kapie i można kontemplować łazienkę projektu mojej
żonki. Madzia coś-tam napomyka czasem czy to już
zawsze będziemy mieli w łazience pluskwy no i żaby
się jakoś tak szybko zaczynają mnożyć a o hubie na
ścianach lepiej nie wpominać ale ja tam na babskie
gadanie nie zwracam specjalnej uwagi - chciała
łazienkę w brązie to teraz na brązowe kapelusiki
niech nie narzeka a że "u innych tak nie ma" -
no cóż, pewnie też mają wilgoć tylko się z tym
kryją i wycierają gdy przychodzimy z wizytą :)
20
- 06 - 2011
- Babom to trzeba wybijać z
głowy pomysły zanim się zagnieżdżą i spowodują
spiknięcie elektronów. Moja żonka wymyśliła że w
ramach rekreacji wejdziemy na taką fajną górkę co to
niedalegko domu jest, a bo tam "wiesz jest taka
fajna wieża widokowa i w ogóle". A ponieważ ja
jestem stary góral, bo w końcu 15 lat temu łaziłem po
górach (gdy jeszcze Komar się odzywał do mnie bez
interesu) no to poszliśmy. Myślałem że płuca wywalę
przez uszy a z jęzora zrobiłem sobie gustowny szalik i
gdy doszliśmy do tej wieży widokowej to sobie pod nią
odpocząłem i to na ławce z daleka, żeby tej wieży ze
złości nie obsikać że się dałem namówić :) Tym
sposobem nie mam zdjęcia do zamieszczenia a mogę tylko
opowiedzieć co żonka z córką widziały "tam na
górze" - podobno fajnie. Obiecałem sobie że tam
znowu zajrzę za jakieś dziesięć lat żeby się
przekonać czy nadal pod wieżą jest tak super , tylko
tym razem zabiorę ze sobą przenośnego grilla i żeby
ktoś mi leżaczki rozstawił na trasie co jakieś
dwieście metrów :)
- Tak sobie myślę że ja i
Moya DŻona to jednak jesteśmy małżeństwo postępowe.
Ostatnio Madzia poszła na imprę, z której wróciła o
trzeciej w nocy a następnie mnie pyta czy może pójść
z koleżanką do kina na dwudziestą :) Gdy spytałem czy
ta koleżanka ma na imię Zygmunt i ma kaloryfer na
brzuchu tudzież owłosioną klatę to tylko się
zaśmiała że na zazdrość to już trochę za późno.
Co mi tu baba będzie gadać - zazdrosnym można być
zawsze więc jej powiedziałem " O zobacz jaki
jestem zadrosny, uuuu, żebyś sobie nie myślała"
po czym przelałem kasę na kartę żeby miała na to
kino - ale żeby mi nikt nie zarzucił że jestem
pantofel, bo tego to bym nie zniósł :)
19
- 03 - 2011
- Nasze dziecko dorasta
coraz szybciej - w końcu to już skończone 8 lat.
Objawiło się to zjawisko ostatnim komentarzem przy grze
Super-Mario-Bros na konsolę Wii. Jest to bardzo ładna
gra - kolorowa, subtelna platformówka czyli akurat dla
grzecznych dzieci. No więc ja tak sobie coś robię w
przedpokoju i siłą rzeczy słyszę odgłosy z pokoju, w
którym Hania z kolegą sobie grają. W pewnym momencie
moje kochane, dobrze wychowane i zirytowane nieco dziecko
zwróciło się do swojego kolegi: "No nie wiem,
KURWA, jak to przejść !"
No to miałem niezłą tubę, o mało się nie
poszczałem w gacie :) Ale musiałem zachować powagę
żeby dziecko wiedziało że to "brzydko",
"nieładnie", "niegrzecznie" i takie-tam
pieprzenie że "tak się nie mówi Haniu i nie rób
tego więcej". Musiałem przywołać do siebie
córką i trochę objechać żeby się nie zapominała po
czym pójść do łazienki, wziąć powoli mechaty i
tłumiący dźwięki ręcznik, który następnie
zwinąłem w duży gałganek i upewniwszy się że nikt
nie usłyszy musiałem się wyśmiać w ten ręcznik
wymawiając głośne "o-ja-pierdolę" pomiędzy
"hahahaha" :) Czyli zastosowałem metodę,
której nauczyłem się od komendanta Vimes'a ze Świata
Dysku - kto czytał ten wie :)
Apacz - a nie pacz !!!
